Wiesz, że naukowcy wskazali na związek pomiędzy obecnością (intensywnością) w social media, a depresją? Pokrótce – im bardziej jesteś w internetach tym bardziej masz skłonność do depresji. I wcale mnie to nie dziwi… (Jak chcesz więcej – źródło 1, źródło 2). W mojej ocenie najbardziej depresjogennym medium jest Instagram, a mało kto zdaje sobie sprawę, że to co widzi i czym się pewnie zachwyca to wydmuszka. Dlatego dzisiaj piętnaście kłamstw, które wszyscy popełniamy w social media.

Związek idealny.

 Sądząc po wspólnej obecności w mediach, zdjęciach itp. można odnieść wrażenie, że te wszystkie związki są takie idealne. Mają mega dużo czasu siedząc prawie non stop razem, wspólne pasje, wizyty na siłowni, spacerki itp. W tym ujęciu twój związek pewnie wydaje się tragiczny. Fakty są jednak takie, że pod warstwą tych uśmiechów i wspólnoty są takie same problemy jak wszędzie – ludzie pracują i się mało widują, kłócą się. Jak wczytasz się w podane wyżej źródła, okaże się, że te idealne związki internetowe, często trawią większe problemy w realu. Osobiście? Wiem, że życie w internecie jest publiczne czy tego się chce czy nie. Dlatego pozwalam sobie na bufor – świadomie wypuszczać część informacji, żeby reszta mogła pozostać prywatna – nakarmić bestię, ale trzymać ją na lekkim głodzie. Przykłady – porównaj swój stan wiedzy o Marcinie Prokopie z tym o Dodzie. Wiesz jak ma na nazwisko żona dziennikarza? A umiesz wymienić kilku partnerów Dody, prawda?

Wszyscy jak spod dłuta.

Jak selfie to głowę wyciągamy i lekko unosimy, a ręka trochę wyżej niż linia wzroku – wiadomo znika podbródek, skóra ładnie się naciąga na twarzy. Taki selfie-botoks. Jak patrzę na ilość zdjęć jakie ludzie wrzucają z biegania, siłowni, basenów to ja się zastanawiam, co zrobiłem nie tak ze swoim życiem, że nie mogę jak oni nie chodzić do pracy. Przecież ci wszyscy ludzie też muszą pracować, jeść, żyć. Czasami mam wrażenie, że ci ludzie mieszkają na siłowniach. Prawda jest taka, że jeśli nie pracują na życie ćwicząc to większość tych zdjęć jest serią z jednego treningu raz na jakiś czas. Jak to jest? Cóż obserwuję kilka “zwykłych” osób, które regularnie wrzucają zmęczone zdjęcia z siłki “workout” i tym podobne. I obserwuję… i obserwuję… Jak ja bym co drugi dzień miał siłę i ochotę tak męczyć się na siłowni to po kwartale byłbym wyrzeźbiony jak jakiś Apollo. A tu brzuszek dalej wystaje, gęba okrągła, efekty marne. No cóż. A propos tych spoconych zdjęć.

Przecież ja nie używam filtrów i to zdjęcie “no make-up”.

Jasne. Instagram ma filtry, choć to nie była domyślna funkcja, poza tym w ogóle cel tej platformy był kompletnie inny na początku. Wracając do tych siłowni, jak to jest, że te wszystkie gwiazdki i celebrytki są takie ładne cały czas? Przecież piszą, że “po treningu”, “zmęczone”… No właśnie oni tylko piszą, a instagram przyjmie wszystko. A poranne zdjęcia? Ja jak wstaję rano wyglądam jak najgorsza wersja samego siebie, a jestem facetem, więc to jeszcze jakoś się broni, ale kobiety? Zdecydowana większość nie wyniesie śmieci bez “zrobionych oczu”, a co dopiero na media społecznościowe. Oczy świeże, włosy przyczesane, a ona przecież właśnie się obudziła, co nie?

Dzieci to małe geniusze, a ich kupka pachnie fiołkami.

Znasz to? Gdybym miał stworzyć sobie obraz ciąży, porodu i rodzicielstwa bazując tylko na Instagramie to najsłodszy najbardziej spokojny okres w życiu kobiety i największe szczęście dla rozwoju związku. Ciąża to same uśmiechy, zachwyty kopnięciami i setki buziaków i głaskania po brzuchu. Nie jestem ekspertem, ale jak dobrze pamiętam to wiele ciąży finiszuje w szpitalach (witaj medykalizacjo – jakby ktoś chciał zapraszam na zajęcia z socjologii medycyny ze mną na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie), do tego dochodzą nietolerancje pokarmowe (ładne określenie biegunek i wymiotów), huśtawki nastrojów etc. Na szczęście potem to już tylko sielanka – uśmiechnięty bobas, w śmiesznych ciuszkach, wózeczku droższym od moich obu samochodów i sama słodycz. A sprzątaliście kiedyś dziecięcą kupę? Jeśli się zastanawiasz to na pewno nie. Zapomniałem o porodzie – w filmach lub nawet na insta to wybacz – pierdnięcie, przy którym jest tatuś dziecka i baloniki i dookoła czyściutko. Ta… Mhmm… Wiesz, ile związków przeżywa kryzys po pierwszy porodzie? Tak myślałem.

Wspólne wakacje to sielanka.

Niezależenie czy jadą na wakacje we dwójkę czy całą rodziną – śmieją się dwa tygodnie, grają w planszówki, nie nudzą się jak pada, nie nudzą się na plaży. Idylla. Prawda jest zupełnie inna, na codzień nawet małżeństwa nie spędzają ze sobą tyle czasu – pracujemy na zmiany, albo po 8 godzin dziennie. Na wakacje wyjeżdżamy i zaczynamy maraton wspólnych 168 godzin (co najmniej). Nawet z najlepszym kumplem zdarzyło mi się sprzeczać lub mieć babskiego focha na siebie (tak to seksizm).

Pytaliście co jadam na śniadanie…

Nie pytali, ale lubię to kłamstwo. Ludzie myślą sobie, że “no w sumie faktycznie można by o to spytać, a ja nie pytałem, ale dobrze, że inni pytali”. Na Instagrami szczególnie mało nas obchodzi człowiek, wchodzimy po ładne obrazki, a nie po mądrości życiowe.

Bogactwo, imprezy, glamur!

Takie mam ciężkie życie, że mnie głowa boli kiedy jadę swoim mustangiem przez swoje ekskluzywne osiedle. Szczerze? Tego kłamstwa nie lubię najbardziej, dlatego nim kończę. Ludzie myślą, że to wszystko “bling bling” takie faktycznie jest, że z jakiegoś cudownego powodu, ktoś dostaje pieniądze i jeździ na luksusowe wczasy, ma najnowszy samochód. I to wpędza ludzi w kompleksy i długi. Prawda jest zupełnie inna – pożyczane ubrania, torebki z nieurywanymi metkami (bo wtedy można zwrócić), samochody pożyczane lub udostępniane (dla reklamy), domy, których opłaty zjadają 3/4 dochodu, kredyty, długi, albo zarabianie przez prostytucję (czy eskortę jak kto woli), ewentualnie drobne kłamstewka – gadżetami z aliexpress, które ciężko poznać od oryginału na małym zdjęciu.

Ten post nie ma sensu.

Wiem to, że dziewczynki będą nadal myślały, że rodzicielstwo to spacer po parku, pieniądze rosną tam na drzewach, a mężczyźni mają wyrzeźbione ciało jedząc kebaby. Chłopaki będą myśleć, że trzeba mieć szeciopak na klacie, penisa wielkości tego płonącego konara (czy konaru???) i jeździć porsche, bo inaczej jesteś gorszy. Piszę jednak to z perspektywy kogoś kto ma swoje małe olśnienie, kiedyś dałem się w to wkręcić i myśleć o sobie w kategorii gorszy, aż zobaczyłem wszystko z drugiej strony. Może fasada wygląda jak Hewlett Bay Park, ale za nią jest Sosnowiec – jestem jednak pewny, że mieszkańcy Sosnowca wiedzą, że to piękne miasto i warto w nim mieszkać. I pewnie w Radomiu też się tacy znajdą ;). Mam jednak poczucie misji, że może kilka osób spojrzy następnym razem na Instagramową zakładkę “Odkryj” z pewnym przymrużeniem oka.

Share This

Share this post with your friends!