7lewandowski

blog o social media, www, zarządzaniu i nie tylko

Oblany egzamin na pracę zdalną

Jeszcze rok temu, kiedy koronka przywitała do nas na dłużej, a pierwszy lockdown stał się faktem, zareagowałem dość entuzjastycznie. Od prawie dekady związany jestem z branżą marketingu i przez te lata nauczyłem się jednego – nie ważne gdzie, ważne jak pracujesz.

Pisałem o tym wiele razy, a wyjątkowo często i z wiadomych powodów, ostatnio. Praca zdalna to przyszłość – czy tego chcemy czy nie, a patrząc z perspektywy pracodawcy i pracownika, ma więcej zalet niż wad. Niestety – oblaliśmy egzamin na wdrożenie pracy zdalnej na dłużej.

Oczywiście, praca zdalna nie sprawdzi się dla wszystkich pracowników. Kasjerzy, magazynierzy, fotoreporterzy i inne grupy, które fizycznie muszą w jakimś miejscu wykonać pracę nadal będę musiały fizycznie być „tamże”. Jednak wszystkie inne zawody, a szczególnie te, które i tak wykonujemy w chmurach (w internecie) mogą być wykonywane tak samo dobrze, jeśli nie lepiej, zza biurka lub z plaży. Wszystko zależy od tego, żeby tę pracę w ogóle wykonać.
Rezultatem pracy zdalnej jest większa efektywność i (może paradoksalnie) większa ilość czasu poświęcona na pracę. Pisałem o tym, że 8. godzinny dzień pracy, to relikt epoki przemysłowej, a my już jesteśmy ze dwie epoki dalej. Cała praca ściśnięta w jeden blok, sprawia, że pracujemy wydajnie przez 1/3 tego dnia. Innymi słowy – przerabiamy „dupogodziny”. Natomiast praca zdalna sprawia, że pracujemy z przerwami, nie patrzymy na zegarek i systematycznie realizujemy zleconą pracę. Sumarycznie pracujemy często więcej, a na pewno wydajniej niż odliczając „czas do wyjścia”. <<CAŁOŚĆ ARTYKUŁU TUTAJ>>

Niestety, mija prawie 500 dni od wybuchu epidemii, sytuacja się normalizuje i prawdopodobnie niedługo nasze życie prywatne wróci do normalności, ale nasze życie zawodowe zrobi także wielki krok wstecz. Ani menedżerowie, ani pracownicy nie wyciągnęli wniosków, wielu nie wdrożyło się w nową rzeczywistość. Znaczna część środowiska przyjęła postawę – przeczekać. Wielu moich rozmówców skłania mnie do tego smutnego wniosku.

Oczywiście są branże/firmy, które przeszły ewolucję. Wiem o co najmniej dwóch bankach, które zauważyły trend wzrostu efektywności pracowników i jednoczesną możliwą oszczędność – wynikającą z okazji do rezygnacji z wynajmu tysięcy metrów kwadratowych biur. Także branża medialna przeszła transformację – redakcje się zwirtualizowały, co zmniejszyło koszty i poszerzyło horyzonty pracownicze.

Jakie w takim razie popełniane są grzechy, które zablokują ewolucję pracy w kierunku pracy hybrydowej lub zdalnej?

Menedżerowie:

Brak wykorzystania potencjału narzędzi do pracy zdalnej. Obfitość narzędzi od np. Google jest niepojęta. Jednak firmy wykorzystują głównie dysk sieciowy i maila. Pomijane są miejsca spotkań, kalendarze, tablice, czaty, prezentacje, kolekcje, a nawet notesy.

Nie patrzą na efekty pracy, ale na godziny, w których pracownik jest pod telefonem.

Nie ufają pracownikom. Nie karzą i nie nagradzają.

Pracownicy:

Traktują pracę zdalną jak płatne wolne.

Migają się od realizacji zadań.

Zwalają swoje błędy na barki technologii.

To wszystko sprawia, że praca zdalna jest „utrapieniem”, a nie „wybawieniem”. O ile łatwiej i przyjemniej pracowałoby się na stałe, będąc rozliczanym z realizacji konkretnych zadań, a nie z czasu jaki nad nimi spędzamy. Ostatnio rozmawiałem z menadżerem dużej i dość młodej firmy. Okazało się, że nie dość, że w czasie epidemii, ale także przed nią – nikt nie prowadził „tygodniowych spotkań rozruchowych”, czyli planówek. To świetne narzędzie (jeśli dobrze wykorzystane) pozwala ukierunkować pracę, poukładać myśli po weekendzie (zazwyczaj zachęcam do organizowania w poniedziałek „po pierwszej kawce”). << O tym jak dobrze zarządzać zespołem przeczytasz tutaj. >>

Jednak nie mogę tylko oskarżać menedżerów, winni są także niestety pracownicy. Osoba z powyższej firmy, zareagowała niemal agresją kiedy zapytał o raport z pracy zdalnej. Nikt nie lubi raportów – ja też nie, więc zwyczajnie upraszczamy go do minimum: lista z plusami „+ to zrobiłem”, lista z minusami „- zostało do zrobienia”. Wspomniany rozmówca błagał mnie, żebym nie pytał o to głośniej, bo „na zdalnej mogę sobie trochę odpocząć i nie przejmować się pracą”. Brrr.

Reasumując.

Praca zdalna z nami nie zostanie. Z jakiegoś powodu większość moich rozmówców uważa ją za garb lub sytuację, którą trzeba przeczekać. Podczas gdy, w zasadzie to okazja do zmian. Owszem praca całkiem zdalna jest możliwa tylko w ściśle określonych sytuacjach i zawodach, ale zdecydowana większość pracowników społeczeństwa cyfrowego mogłaby pracować hybrydowo (na przykład 2/3 – dwa dni w biurze, trzy zdalnie).

Co byłoby gdyby epidemia wcale nie ustępowała, czy „na przetrwanie” także trwałoby 10 lat? Co musiałoby się stać, żeby stan zdalnej pracy przestał być przeszkodą, a nową rzeczywistością, do której zwyczajnie trzeba się przystosować?

No i jeszcze smutne post scriptum – według wszelkich prognoz, takie epidemie niestety będą zdarzały się częściej, a ta trwająca może być tylko sygnałem ostrzegawczym.

Inne wpisy, które mogą Ci się spodobać

8. godzinny dzień pracy to przeżytek

8. godzinny dzień pracy to przeżytek

Jednak prawda jest taka, że większość naszej pracy informacyjnej możemy wykonać w kilka godzin. Przecież to nie chodzi o to, żeby przy biurku przesiedzieć 8 godzin, ale żeby dobrze zrobić pracę. Jeśli jesteś w stanie pracować na 100% przez godzinę nad jednym projektem, to osiągniesz lepszy rezultat niż pracując przez 15 minut co godzinę przez 8 godzin.

Współpraca z influencerem – podstawy.

Współpraca z influencerem – podstawy.

Kim jest influencer, a kto nim nie jest? Dlaczego na pewnym etapie swojej działalności współpraca z takowym jest nieunikniona? I Jak współpracować z influencerem? Na te inne pytania odpowiem w ramach najbliższych kilku postów.

Kolejne ćwiczenia na kreatywność dla dorosłych i młodzieży

Kolejne ćwiczenia na kreatywność dla dorosłych i młodzieży

rzygotowałem pięć kolejnych ćwiczeń i działań, które mogą znacząco poprawić Twoją kreatywność. Aha, jeszcze raz powtarzam – pomysłowość to nie cecha, ani tym bardziej „dar z niebios. Potraktuj kreatywność jak mięsień – ćwiczysz i używasz to masz, jak siadasz na lenia, to zanika.